sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 1

Nie mogę w to uwierzyć, że jest już 22 sierpnia, a ja mam jeszcze tyle spraw do załatwienia z moją nową szkołą. Rodzice postanowili wysłać mnie do szkoły z internatem. Na początku byłam temu przeciwna, zgodziłam się dopiero wtedy, gdy okazało się, że moja przyjaciółka - Valerie - również tam idzie. Dzisiaj muszę wypełnić ostatnie papiery. Wstałam dość wcześnie, udałam się do łazienki, gdzie przeczesałam swoje blond włosy, zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam w zwiewną sukienkę. Tak, sądzę, że dobrze się pokażę z takiej strony. O godzinie 8.30 wsiadłam w taksówkę i podjechałam pod budynek. Nie było tak źle - dyrektor okazał się przyzwoitym gościem, wszystko poszło jak spłatka. Po 15 minutach opuściłam gabinet i udałam się w stronę wyjścia. Oczywiście, jak to zwykle ze mną bywa, nie mogło to obejść się bez potknięcia o własne nogi. Wszystko mi się wysypało z torebki na środku korytarza. W pośpiechu zaczęłam zbierać porozrzucane rzeczy, gdy za sobą usłyszałam nieznajomy głos:
- Zawsze mnie to dziwiło, ile dziewczyny mogą nosić w torebce - zaśmiał się chłopak. Zawstydzona wstałam i odwróciłam się w jego stronę. Zaniemówiłam. Przede mną stał wysoki, bardzo przystojny chłopak z loczkami. Wyglądał równocześnie beztrosko, ale i seksownie. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłam z siebie wydać głosu:
- Chodź, pomogę Ci - uśmiechnął się i zaczął ze mną zbierać porozrzucane rzeczy - Tak w ogóle jestem Harry. Pierwszy raz Cię tu widzę, jesteś nowa? - spytał i uśmiechnął się łobuzersko
- Ta-tak - wybełkotałam - Nazywam się Ellie Evans, w tym roku zaczynam tutaj naukę. A Ty? - spytałam, zapewne się rumieniąc
- Mi został ostatni rok - odpowiedział - Ja już lecę, jeszcze się spotkamy - dodał, puścił mi oczko i odszedł. Miałam nogi jak z waty. Jeszcze żaden chłopak tak na mnie nie działał. Wróciłam do domu, nie mogąc o nim zapomnieć. W sumie miał rację, jeszcze się spotkamy...

* kilka dni później *

Dzisiaj zaczynam szkołę. Jest 1 września. Niestety muszę iść tam sama - Val jeszcze nie wróciła z rodzinnych wakacji. Jestem trochę przygnębiona, w końcu nikogo tam nie znam. No, prawie nikogo... Odbyłam poranną toaletę i założyłąm elegancką sukienkę.
O wpół do 8 byłam już w szkole czekając na apel rozpoczynający nowy rok szkolny. Byłam jedną z pierwszych osób na sali, poza mną było jeszcze z 7 chłopców i parę dziewczyn. Stanęłam przy drzwiach wejściowych czekając. Ale w podświadomości czekałam na niego... Gdy minęło pół godziny i wybiła 8, na podest wkroczył dyrektor. Zaczął coś mówić o regulaminie, zasadach, pokojach, w których będziemy mieszkać i takie tam pierdoły. Moją uwagę przykuło dopiero przedstawianie nowego Samorządu Szkolnego.
-  ... a nowym przewodniczącym zostaje, ku ogólnemu zdziwieniu (tutaj uśmiechnął się do stojącego w cieniu chłopaka)... HARRY STYLES! Gratulujemy! - poiwedział dyrektor i uścisnął dłoń chłopaka. 

* 20 minut  później *


A więc nazywa się Harry Styles, jest uczniem 3A, interesuje się muzyką, motoryzacją i... dziewczynami (gdy przemawiał i doszedł do tego momentu, cała sala wybuchła śmiechem ). Hmmm, no to trochę już o nim wiem. Postanowiłam jeszcze podejść do mojego wychowawcy po rozpiskę lekcji i sal. Pech chciał, że nie mogłam nikogo znaleźć, więc zaczęłąm wałęsać się po szkole. Na drugim piętrze usłyszałam dziwne szepty i śmiechy z sali numer 12. Pomyślałam, że może są tam jacyś profesorowie lub ktokolwiek, kto mółby udzielić mi informacji. Zapukałam jeden raz - cisza. Drugi - cisza. Postanowiłam wejść. Gdy tylko otworzyłam drzwi, stanęłam jak wryta. 

***


To moje pierwsze ff. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Zostawcie po sobie jakiś komentarz - to mi da znak, że moja praca się komuś podoba i nie robię tego na marne :) Kolejny rozdział dodam jeszcze prawdopodobnie dzisiaj, aby ożywić sytuację :) Miłego czytania! :D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz