sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 2

Zobaczyłam Harry'ego, namiętnie całującego jakąś kobietę na nauczycielskim biurku. Tak, kobietę. Miała około 40 lat, zadbana, elegancka i atrakcyjna. Gdy mnie zobaczyli, natychmiast zaprzestali swoich działań. Wybiegłam stamtąd, a łzy mi leciały po policzkach. Mimo tego, że prawie w ogóle go nie znałam, to zabolało mnie to. Mimo tego, że rozmawiałam z nim dwa razy - zabolało mnie to.  A z drugiej strony było mi niedobrze. Dlaczego przystojny, wysportowany chłopak bierze się za czterdziestoletnią kobietę?! Najgorsze jest to, że miała na sobie obrączkę. Co ona robiła w szkole? Raczej w tym wieku, to 99% uczniów nie przychodzi już z rodzicami do szkoły. A jeśli... Nie, to przecież głupie i nieprawdopodobne, nie. Postanowiłam puścić to w niepamięć i zapomnieć o chłopaku. Jednak próby wyrzucenia go z mojej pamięci zdały się na marne, gdyż 30 minut później, gdy już byłam w domu (niestety ostatni dzień) otrzymałam sms'a:
Nieznany: Ellie, spotkajmy się. To nie tak, jak myślisz. Podobasz mi się, daj to sobie wytłumaczyć. To mój numer, Harry.
Harry? Skąd on ma mój numer telefonu?! Przecież nikt mnie tutaj nie zna...
Ja: Skąd masz mój numer telefonu? Nie, nie spotkam się z Tobą, nie mam czasu.
Odpisałam i rzuciłam telefon na łóżko. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
Nieznany: Powiem Ci, skąd go mam, jak się ze mną spotkasz. Czekam w kawiarni za rogiem, 10 minut drogi od Twojego domu. Jeśli się nie zjawisz za 15 minut - sam po Ciebie przyjadę.
Wbiłam oczy w telefon. Jeśli biorąc tę wiadomość na poważnie to on wie, gdzie ja mieszkam. Przecież to jest nienormalne, ale i nieprawdopodobne. Postanowiłam to zignorować - on nie może wiedzieć, gdzie ja mieszkam.
Ja: Nie, nie przyjdę. Nie musisz się tutaj fatygować, zabłądzisz.
Odpisałam ironicznie i wyłączyłam głośnik w telefonie. Dzisiejszy dzień, jak do tej pory krótki, bo jest ledwo po 12, bardzo mnie zmęczył. Do godziny 18 muszę być spakowana, bo mama musi zawieść moje rzeczy do szkoły. Zaczęłam pakować w dwie duże walizki swoje ubrania, kosmetyki, rzeczy osobiste, książki. Nie było tak źle, zajęło mi to dziesięć minut, gdyż wszystko miałam naszykowane wcześniej. Wystarczyło znieść walizki na dół, gdyż mój pokój był na piętrze i czekać na mamę. Ale jakoś perspektywa siedzenia samej przez ponad 5 godzin w domu nie usmiechała mi się, więc postanowiłam wziąć kąpiel. Przejście do mojej łazienki jest w moim pokoju. Sądzę, że w internacie nie będę miała takich luksusów. Ale cóż, szkoła ma przynajmniej dobrą renomę. Wzięłam czystą bieliznę, telefon i słuchawki. Nalałam gorącej wody do wanny i zanurzyłam się w tym błogim cieple, słuchając mojej ulubionej muzyki. Wyszłam z wody dopiero 20 minut później, cała rozgrzana i zrelaksowana. Włożyłam czarną, koronkową bieliznę i postanowiłam sprawdzić, czy w między czasie nie otrzymałam żadnej wiadomości lub powiadomienia z twittera. Stanęłam prz toaletce, tyłem do drzwi sypialni, założyłam słuchawki i słuchając muzyki zaczęłam przeglądać twitty. Nie było nic ciekawego, więc weszłam w sms'y. Pierwszy był od Valerie:
Val: Hej misia! Jutro wracam, mam nadzieję, że podasz mi rozkład zajęć i inne potrzebne pierdoły. Tęsknie! <3
Kochana jest, potrafimy tak pisać całymi dniami. Były jeszcze jakieś wróżki, tarota i inny spam od jakichś reklam. I jeszcze jeden sms. Od niego:
Nieznany: Nieładnie być taką nieposłuchaną. Prosiłem Cię tylko o rozmowę. 
Wzdrygnęłam się. Ale co mi może zrobić? Przestąpiłam z nogi na nogę i dałam odpowiedź:
Ja: Nie boję się Ciebie.
Momentalnie dostałam odpowiedź:
Nieznany: Nie chcę, żebyś się mnie bała, tylko żebyś była mi posłuszna. I żebyś częściej nosiła taką czarną, koronkową bieliznę.
O kurwa. O żesz kurwa. Skąd on wie o mojej bieliźnie? Odwróciłam się, mając nogi jak z waty i pulsującą głowę. O kurwa. On tu jest. Siedzi kilka metrów ode mnie, w moim pokoju, na moim łóżku.
- Mówiłem, że przyjdę, Ellie - powiedział i wstał, zmierzając w moim kierunku.

***


Mam nadzieję, że się podoba :) Będę się starać, aby większość rozdziałów kończyła się w napięciu, abyście chcieli dalej śledzić moją pracę :D Miłęgo czytania! <3

Rozdział 1

Nie mogę w to uwierzyć, że jest już 22 sierpnia, a ja mam jeszcze tyle spraw do załatwienia z moją nową szkołą. Rodzice postanowili wysłać mnie do szkoły z internatem. Na początku byłam temu przeciwna, zgodziłam się dopiero wtedy, gdy okazało się, że moja przyjaciółka - Valerie - również tam idzie. Dzisiaj muszę wypełnić ostatnie papiery. Wstałam dość wcześnie, udałam się do łazienki, gdzie przeczesałam swoje blond włosy, zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam w zwiewną sukienkę. Tak, sądzę, że dobrze się pokażę z takiej strony. O godzinie 8.30 wsiadłam w taksówkę i podjechałam pod budynek. Nie było tak źle - dyrektor okazał się przyzwoitym gościem, wszystko poszło jak spłatka. Po 15 minutach opuściłam gabinet i udałam się w stronę wyjścia. Oczywiście, jak to zwykle ze mną bywa, nie mogło to obejść się bez potknięcia o własne nogi. Wszystko mi się wysypało z torebki na środku korytarza. W pośpiechu zaczęłam zbierać porozrzucane rzeczy, gdy za sobą usłyszałam nieznajomy głos:
- Zawsze mnie to dziwiło, ile dziewczyny mogą nosić w torebce - zaśmiał się chłopak. Zawstydzona wstałam i odwróciłam się w jego stronę. Zaniemówiłam. Przede mną stał wysoki, bardzo przystojny chłopak z loczkami. Wyglądał równocześnie beztrosko, ale i seksownie. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłam z siebie wydać głosu:
- Chodź, pomogę Ci - uśmiechnął się i zaczął ze mną zbierać porozrzucane rzeczy - Tak w ogóle jestem Harry. Pierwszy raz Cię tu widzę, jesteś nowa? - spytał i uśmiechnął się łobuzersko
- Ta-tak - wybełkotałam - Nazywam się Ellie Evans, w tym roku zaczynam tutaj naukę. A Ty? - spytałam, zapewne się rumieniąc
- Mi został ostatni rok - odpowiedział - Ja już lecę, jeszcze się spotkamy - dodał, puścił mi oczko i odszedł. Miałam nogi jak z waty. Jeszcze żaden chłopak tak na mnie nie działał. Wróciłam do domu, nie mogąc o nim zapomnieć. W sumie miał rację, jeszcze się spotkamy...

* kilka dni później *

Dzisiaj zaczynam szkołę. Jest 1 września. Niestety muszę iść tam sama - Val jeszcze nie wróciła z rodzinnych wakacji. Jestem trochę przygnębiona, w końcu nikogo tam nie znam. No, prawie nikogo... Odbyłam poranną toaletę i założyłąm elegancką sukienkę.
O wpół do 8 byłam już w szkole czekając na apel rozpoczynający nowy rok szkolny. Byłam jedną z pierwszych osób na sali, poza mną było jeszcze z 7 chłopców i parę dziewczyn. Stanęłam przy drzwiach wejściowych czekając. Ale w podświadomości czekałam na niego... Gdy minęło pół godziny i wybiła 8, na podest wkroczył dyrektor. Zaczął coś mówić o regulaminie, zasadach, pokojach, w których będziemy mieszkać i takie tam pierdoły. Moją uwagę przykuło dopiero przedstawianie nowego Samorządu Szkolnego.
-  ... a nowym przewodniczącym zostaje, ku ogólnemu zdziwieniu (tutaj uśmiechnął się do stojącego w cieniu chłopaka)... HARRY STYLES! Gratulujemy! - poiwedział dyrektor i uścisnął dłoń chłopaka. 

* 20 minut  później *


A więc nazywa się Harry Styles, jest uczniem 3A, interesuje się muzyką, motoryzacją i... dziewczynami (gdy przemawiał i doszedł do tego momentu, cała sala wybuchła śmiechem ). Hmmm, no to trochę już o nim wiem. Postanowiłam jeszcze podejść do mojego wychowawcy po rozpiskę lekcji i sal. Pech chciał, że nie mogłam nikogo znaleźć, więc zaczęłąm wałęsać się po szkole. Na drugim piętrze usłyszałam dziwne szepty i śmiechy z sali numer 12. Pomyślałam, że może są tam jacyś profesorowie lub ktokolwiek, kto mółby udzielić mi informacji. Zapukałam jeden raz - cisza. Drugi - cisza. Postanowiłam wejść. Gdy tylko otworzyłam drzwi, stanęłam jak wryta. 

***


To moje pierwsze ff. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Zostawcie po sobie jakiś komentarz - to mi da znak, że moja praca się komuś podoba i nie robię tego na marne :) Kolejny rozdział dodam jeszcze prawdopodobnie dzisiaj, aby ożywić sytuację :) Miłego czytania! :D